Świadectwo Darii
Chciałabym napisać świadectwo mojej walki z bólem i czymś w prawej piersi. Miało to miejsce dosłownie w ciągu ostatnich dwóch miesięcy.

Któregoś dnia odczułam przy noszeniu i przytulaniu mojego dziecka, ze coś mi jakby przeszkadza i boli w prawej piersi. Był to ból mocny i ostry, nie tępy, inny niż miałam kiedykolwiek, np. wtedy gdy miałam stany zapalne przy karmieniu piersią albo przy zmianach hormonalnych. Pomacałam i znalazłam miejsce bólu i coś jeszcze. Porównałam z drugą piersią i niestety wpadłam w panikę. Od razu przypomniałam sobie symptomy, jakie miała pewna znajoma kobieta, też taki ostry ból i zmianę w piersi, niestety zmarła na raka. Mój mąż szukał w internecie, co to mogło być i znalazł jeszcze możliwość ropnia, który bezwzględnie powinien być leczony antybiotykiem. Nie chciałam iść do lekarza, bo wiedziałam, z czym to się wiąże – badaniami, biopsjami itp. czymś co mogłoby bardziej generować we mnie strach., mimo ze w internecie było napisane, ze jak najszybciej w takim przypadku należy udać się do lekarza. Postanowiłam modlić się, nakazywać i odrzucać. W końcu w to wierzę, więc powinnam umieć zastosować wiarę w moim życiu. Zaczęłam jeszcze więcej słuchać nauczań Currego i więcej czytać Słowo, bo ONO jest naszym lekarstwem.

Trwało to ok. 2 tygodni, ból przeszedł, ale nie do końca. Jednak zmiana była na tyle odczuwalna, ze postanowiłam już się tym nie przejmować. 
Po kilku dniach wrócił niestety jeszcze mocniejszy. Znowu macałam i znowu znalazłam to miejsce. Nie mogłam praktycznie dotknąć już całej piersi nie odczuwając mocnego bólu.

Trwała walka w mojej głowie. Przychodził strach i głupie myśli. Za długo to już trwało. 
Teraz łatwo już o tym pisać, ale co działo się wtedy w mojej głowie, to było nieciekawe. Nie widziałam efektów i to mnie jednak dobijało. Postanowiłam trwać w wierze w uzdrowienie ale nie było to łatwe . To była dosłownie duchowa „wojna psychologiczna”. Taka huśtawka.

Nie chciałam się poddawać temu strachowi i to była walka. W napadzie paniki napisałam do osoby z JGLM Polska, z którą jestem w kontakcie, prośbę o wsparcie w modlitwie, ale były w niej też słowa nakazywania uzdrowienia, które same w sobie mnie wzmocniły i skasowałam je od razu po napisaniu, żeby dalej się nie nakręcać w tej panice, ze na razie nic nie działa. Jak się okazało, Ta osoba była tak szybka, że zdążyła część przeczytać. Zdzwoniłyśmy się i po modlitwie ból w jednej chwili zmniejszył się o połowę. Nie zniknął jednak całkowicie. Postanowiłam bezwzględnie trwać w tym, ze jestem uzdrowiona, mimo symptomów. Nie ważne jak się czułam, przyjęłam to, ze jestem uzdrowiona. Akurat zaraz potem na naszym niedzielnym spotkaniu rozmawialiśmy o strachu, i panice że jest zawsze od diabła i jak destrukcyjnie na nas działa i to wzmocniło mnie bardzo. Odrzuciłam strach i zwątpienie, zaufałam Bogu, oparłam się TYLKO na Jego Słowie. Po paru dniach ból zniknął i już nie wrócił. Nawet nie wiem kiedy.

Chciałam tym świadectwem pokazać, ze czasami uzdrowienie nie przychodzi od razu, ze trzeba trwać w ZAUFANIU DO BOGA i Jego Słowa, mimo występujących symptomów choroby, trwać bezwzględnie w tym, ze to uzdrowienie już się dokonało i odrzucić wszelkie wątpliwości, Nie jest to łatwe, gdy od razu nie widać całkowitej poprawy, albo wręcz przeciwnie – stan zdrowia się pogarsza. Jednak Nasz Pan jest wierny i Jego Słowo jest Prawdą, ONO działa.