Świadectwo Emilii

Kiedy miałam 7 lat świadomie przyjęłam Jezusa do serca jako Pana i zbawiciela. Od tego momentu zaczęła się moja osobista relacja z Bogiem. Jezus był moim najlepszym przyjacielem, z którym ciągle rozmawiałam. Bóg do mnie przemawiał, dawał obrazy, przekonania, już jako dziecko wzrastałam w poznaniu. Niestety moja rodzina była w religijnym kościele i kiedy podzieliłam się z kimś moją relacją z Bogiem zostałam zgaszona, powiedziano mi, że to bzdury i wszystko sobie wymyślam. Przez to zupełnie się zamknęłam na głos Ducha Świętego i poszłam w religię na którą mnie nakierowano.

Próbowałam być dobrym i posłusznym człowiekiem. Wręcz często podziwiano mnie za moralność. Wciąż pragnęłam Boga. Wyszłam za mąż za człowieka, który był zupełnie inny od wszystkich chrześcijan jakich do tej pory znałam. Był (i jest do tej pory) spójny z tym co mówił i z całego serca pragnął Boga - ta jego gorliwość i miłość do Boga pociągnęła mnie do niego najbardziej.

Po ślubie przez jakiś czas byliśmy razem w kolejnym religijnym kościele, tam się angażowaliśmy w różne służby, ale dalej chcieliśmy czegoś więcej. W pewnym momencie trafiliśmy na Ostatnią reformację Torbena Sondergarda i to było coś co niesamowitego, bo nauczyło nas prostej, osobistej ewangelizacji na ulicy i uzdrawiania chorych w autorytecie Jezusa Chrystusa.

Niestety to było za mało, bo nie mieliśmy tożsamości Jezusa i kiedy przyszły ataki demoniczne, które ogromnie nas dotknęły, to ja po prostu padłam. Wszystko to co budowałam runęło. Nikt w kościele nie potrafił nam powiedzieć dlaczego to się stało. Słyszałam często, że to zło, które nas spotkało, to była wola Boga. Inni wierzący tylko nam współczuli, ale nic więcej za tym nie szło. To była martwa wiara.

Mój mąż dalej szukał odpowiedzi Boga na to wszystko, ale ja się poddałam. Przez traumę która nas spotkała stałam się marionetką diabła. Nie mogłam spać, dostawałam ataków agresji, żalu, poczucia niesprawiedliwości nad którymi nie miałam żadnej władzy. Nikt nie miał żadnej odpowiedzi, która byłaby satysfakcjonująca. Męczyłam się tak kilka lat. Próbowałam ułożyć sobie życie bez Boga, ale to nie było możliwe. Żadne świeckie sposoby nie przynosiły skutku.

W pewnym momencie kiedy po raz setny zapytałam mojego męża dlaczego nas to spotkało, kto jest za to odpowiedzialny, to mój mąż pierwszy raz udzielił mi odpowiedzi, która mnie poruszyła - kościół jest za to odpowiedzialny. To kościół przez stanięcie w autorytecie Jezusa Chrystusa ma władzę nad demonami. To była pierwsza odpowiedź, która mnie dotknęła i poczułam w sercu, że to prawda.

Potem trafiliśmy do wspaniałej dziewczyny z LifeTeamu która potwierdziła to co Duch Święty zaczął mówić mojemu mężowi. Opowiedziała nam co to znaczy prawdziwie chodzić w autorytecie Jezusa, jak dawać odpór diabłu. Podczas spotkania u niej cały ten ból który panował nade mną przez te lata nagle zniknął. Pęta diabła zostały zerwane, zostałam uwolniona. Bardzo szybko zaczęłam chodzić w mocy Bożej.

Teraz w mocy i autorytecie Jezusa Chrystusa uzdrawiam, wyganiam demony, głoszę na ulicach Ewangelię z mocą Bożą - ludzie są dotykani, przyjmują Jezusa do serca, przyjmują chrzest. Jestem uwolniona od wszelkich religijnych schematów i przede wszystkim mówię ludziom o prawdziwej tożsamości w Jezusie Chrystusie i widzę jak sami zostają uwolnieni przez słowa prawdy tak jak ja zostałam uwolniona i zaczynają działać jak Jezus zamiast tkwić w martwej religii.

Chwała Bogu za to, że jest, jest dobry i nigdy nas nie opuści.