Po kilku wizytach ginekologicznych u mojej Mamy stwierdzono wczesne zatracenie okresu. Lekarka argumentowała to, że „tak się czasami zdarza” lub że może być to genetyczne, gdy dowiedziała się, że u mojej Babci również nastąpiło to wcześnie. Proponowała leczenie hormonalne, ale Mama bała się powikłań i ewentualnych chorób. Tego dnia, gdy ostatecznie przestałam ukrywać przed nią, że wierzę w uzdrowienie i zaczęłam dawać jej kilka silnych dowodów z pierwszej ręki, nakrzyczała na mnie. Potem mnie przeprosiła, co wcześniej się nie zdarzało, aby przepraszała mnie za to, że wierzę. Było jasne, że nie miała z czym dyskutować, bo sama widziała efekty. Nawet jeśli nie zdawała sobie z tego sprawy, to coś w niej wiedziało, że to prawda. Powiedziałam jej wtedy, że sama widzi, że ludzie zdrowieją. Dodałam do tego, że „jak chcesz to i Ty możesz być zdrowa. Mogę pomodlić się za twój okres i twoje zdrowie, a gwarantuję, że będziesz zdrowa”. Nie minęło kilka dni od tamtej rozmowy (i modlitwy), a powiedziała mi, że od ponad półrocznej przerwy dostała miesiączki. Chwała Panu za to, że dotrzymuje obietnic!