Kilka dni temu modliłam się nakazowo o moich dwóch trzyletnich wnuków po przyniesieniu przez nich z przedszkoli kolejnych infekcji. Po rozkazach poprawa następowała natychmiast, a reszta w ciągu kilku godzin. Jednakże i mnie dopadło zdwojenie zapalenia krtani i tchawicy. Dochodziło do tego, że prawie dusiłam się i nie miałam siły kaszleć. Towarzyszyła tamu wysoka gorączka. Modliłam się, rozkazywałam, byłam wściekła na diabła, a objawy nasilały się. Wczorajszej nocy padłam ze zmęczenia, ale powiedziałam, że: nie umrę i będę żyć i ogłaszać dzieła Pana. Przysypiając ze zmęczenia zawołałam - Tatuś, ratuj! Zasnęłam z powtarzanymi sławami: Jahwe Raffa, Jeszua. Po dwóch godzinach zbudziłam się w strugach obfitego potu z tymi samymi Imionami na ustach całkowicie uwolniona od choroby.
Tak, teraz ogłaszam dzieła Pana.